Ledwo zaczęły się eliminacje MŚ, a już pojawiają się rzesze “znawców” i dyskutantów, którzy czekają tylko na porażkę Polski albo słabą grę, żeby skrytykować trenera. Żeby to była konstruktywna krytyka, to jeszcze bym zrozumiał, ale to już jest krytyka dla samej krytyki. Nie będę wskazywał palcem, kto krytykuje najbardziej, bo szkoda miejsca we wpisie na takie nazwiska. Zacytuję tekst z wywiadu z Beenhakkerem.
Sześciu moich zawodników siedziało we Wrocławiu na trybunie honorowej. Za plecami słyszeli tych, którzy mają zamiar i ambicje rządzić w przyszłości polską piłką. Cieszyli się, że gramy gów…ny mecz. Że nie wygraliśmy!
Działacze działaczami, ale do akcji wkracza “polska myśl szkoleniowa”. A to zarzucają trenerowi, że skłóca kadrę, że wywala podstawowych zawodników, że nie powołuje tego zawodnika itp. Ktoś stwierdził, że jest źle, bo Polacy strzelają ze stałych fragmentów gry. Jeszcze inny ktoś zarzucał Beenhakkerowi, że kadra nie ma napastników i że powinien się w kadrze znaleźć Wichniarek albo Jeleń.
Krytykanci sami już nie wiedzą co mówią. Byle objechać. To jest tzw. “polskie piekiełko”. Trener z zagranicy? O to trzeba go zmusić do wyjazdu, bo przecież my sami wiemy, co robić. My wiemy, kto powinien w kadrze zagrać, my wiemy, jaką taktykę przyjąć itp. A potem po roku zmiana trenera.
Szkoda tylko, że trenerowi już puszczają nerwy. Wywiad, z którego pochodził cytat był ostry. A to jest pożywką dla idiotów, którzy czyhają na klęski kadry. Z debilami się nie dyskutuje. I nie radzę dyskutować.